niedziela, 22 grudnia 2013

MOJA WŁOSOWA HISTORIA, czyli o tym jak ZNISZCZYŁAM MOJĄ CZUPRYNĘ...

Przejrzałam setki zdjęć, zadumałam się, powspominałam i zmartwiłam.
W sumie to się załamałam. Obecnie mam 3 razy mniej włosów niż na początku gimnazjum, czyli przed pierwszym farbowaniem...
Ale od początku!
Gdy się urodziłam miałam jasnobrązowe włoski ;)
 Które z czasem jaśniały i ślicznie się kręciły w świderki ;D
tak właśnie :

A potem (przedszkole) niestety z ciemniały... 
Potem raz były ciemniejsze, raz jaśniejsze...
 Po Komunie mama mi je podcięła ;(
 Ale szybko zaczęły odrastać.
A to już 6 klasa:
Piękne, długie. grube!
A myłam je może raz na tydzień...


















GIMNAZJUM:
2008
I tu zaczęłam kombinować! Ale po kolei:
Początek roku i moje pierwsze prostowanie włosów.


te u góry to zdjęcia z maja.
Ostanie miesiące naturalnych włosów.
Miałam takie grube dwa warkocze!
 A te z wakacji:


  2009
 

 I tu zaczęły się pierwsze zmiany. Pewnego dnia pod wpływem "X-men" wzięłam spirytus czy wodę utlenioną i przejechałam kilka razy... No i miałam "pasemka"

 Potem zaczęłam je kręcić ;)
I na wakacje zcięłam (znów!)
Myłam je nad rzadko, używałam zwykłych szamponów i pierwsze odżywki raz  na jakiś czas.




2010
I tutaj zaszalałam.
Rok największych zmian! 


"Grzywka" mojej roboty

maj

 Wakacje, użyłam rudej pianki by "coś" zmenić. Efekt prawie nie widoczny...
 POtem już było widać spory odrost po blond pasemku.
Na jesień znów miałam śliczne długie włosy, które zimną zafarbowałam farbą do 24 myć na mahoń(szłam na imprezę i chciałam ładnie wyglądać).
Już były cieńsze i sporo ich zaczęło wypadać...

Jak widać stosowałam zasadę "niech rosną i nic z nimi nie robię, a jak już są długie znów ścinam ponad połowę..."
Nie przyszło mi do głowy, żeby np. podcinać same końcówki co 2 miesiące...

 LICEUM
2011
Tutaj było ciągłe farbowanie ich na rudo farbą z L'oear. Po farbowaniu lśniące, potem znów suche. Zaczęłam kupować odżywki do włosów farbowanych oraz maski i namiętnie je używać. Były przepełnione silikonami, więc nic dobrego...
 W maju znów je podcięłam, zrobiłam TRWAŁĄ, SAMA i bida, rozpacz... efektu prawie żadnego, tylko masę włosów mi wypadło... ;(((
No i znów je podcięłam.
Wbrew wszystkiemu nadal były w miarę grube i było ich sporo, mimo, że ciągle, niemalże garściami wypadały. Zaczęły się też "puszyć".



 2012
Trach! 
Tutaj zaczyna się moja przygoda z pielęgnacją włosów!
W maju ostatni raz zafarbowałam włosy "normalną" farbą, a na początku wakacji postanowiłam sobie, że już ich nigdy nie zafarbuję, bo są zniszczone, jest i mało itp. Zaczęłam szukać w internecie naturalnych metod pielęgnacji. I zaczęłam od pozbycia dosłownie wszystkiego co miałam do włosów, kupiłam nową szczotę z włosa dzika, ziołowe szampony i odżywki i zaczęłam męczyć jajka i oleje. To był szok dla moich włosów i najpierw stały się baaaradzo suche.


KOńcówki miałam suche, łamiące się, ale po miesiącu olejowania nie były już na całości takie matowe. Miałam 2, 3 cm odrosty, które doprowadzały mnie do szału! Chciałam znów je farbować, ale dałam radę... nie poddałam się! Zaczęłam używać głowy... O_o
 W grudniu wyglądały już tak:
Widać spore odrosty, a dawny rudy zaczął przypominać pomału blond...
2013 "lądujemy"
Porzuciłam farby, zaczęłam się o nie troszczyć i pomału, do dziś,  wracają do życia.
Na wakacjach je trochę zaniedbałam, znów stały się suche i od października, odkąd poznałam Blondynkę walczę o wygląd mojej czupryny każdego dnia!
 A wiec proszę: kręcone i  proste (z wakacji)

A tu w zwykły dzień, naturalne:


 Odrosty są już wielgachne, śmiałam się, że mam OMBRE ^^ bo moje końce były takie "złote" i od połowy ;)
  A że mi się znudziły, to po ponad roku znów je zafarbowałam, ale tym razem już henną. Ale o tym pisałam  na samym początku ;) w tym poście
Efekt wiadomy ;)
Za 2 tyg go poprawiam ^^














Ale jeszcze dla przypomnienia moje włosy teraz:



...mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej ;)

I co wy na to?

wasza Igg


  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz